Strażnicy Północy

Bree, 14 C

Gwarno było tego wieczoru „Pod Rozbrykanym Kucykiem”. Im bliżej wizyty króla tym większe było podekscytowanie mieszkańców i tym chętniej raczyli się piwem oraz opowieściami z dawnych lat. Barliman Butterbur, chociaż wciąż żwawy mimo podeszłego wieku, nie mógł nadążyć za zamówieniami. Co raz tylko poganiał pomocników lub pokrzykiwał, żeby otworzyli kolejną beczkę piwa albo szykowali strawę dla gości.

Pośród gwaru rozmów, śmiechów i pijackich przyśpiewek nikt nie zwracał szczególnej uwagi na trójkę wędrowców, którzy siedzieli na uboczu. Była to dosyć malownicza kompania, ale najwidoczniej uwaga tłumu skierowana była w innym kierunku. Trzeba było wizyty króla, żeby bez echa przeszedł fakt, że przy jednym stole siedzą krasnolud, elfka i człowiek. Jakby tego było mało, ten ostatni wyglądał na zaprawionego w podróżach Strażnika.

Trójka przyjaciół wspominała wydarzenia Wojny, które zmieniły ich życie. Armie Mordoru na pierwszy cel obrały Minas Tirith, ale Nieprzyjaciel miał wielu sojuszników. Pożoga ogarnęła przez pewien czas całe zachodnie Śródziemie i wielu wciąż nosiło blizny na pamiątkę tamtych dni.

 – Coś się zmienia – mruknęła elfka.

 – Tak – odparł Dunadan pociągając piwa.

 – Więcej tu południowców niż ostatnio – burknął krasnolud znad kufla, chociaż dobrze wiedział, że nie o to chodziło jego towarzyszom.

Faktycznie. Tłum, który zebrał się „Pod Kucykiem” najwyżej w połowie stanowili tutejsi. Razem ze wspomnieniami wojny powrócił cień dawnego strachu. Plotki o zaginięciach i atakach orków były równie często powtarzane co wymyślane. Ale nie to było najstraszniejsze w tych plotkach. Zaufanie do Strażników, które gwałtownie wzrosło po wojnie zaczęło ostatnio równie szybko topnieć. Krążące historie sprawiały, że na Dunedainów spoglądano z coraz większą obawą. Nie ułatwiały tego ich umęczone i dumne twarze, głębokie kaptury i ciemne płaszcze. Zawsze traktowano ich z rezerwą ale ostatnio coraz więcej było w tym faktycznej obawy.

 – Będę potrzebował waszej pomocy – odezwał się po pewnym czasie Strażnik. – Okolica zrobiła się niebezpieczna. Zbyt dużo przyjezdnych a nie wszyscy są godni zaufania. – Kątem oka zerknął na kilku południowców stłoczonych w kącie. Ściszył głos – Słyszałem też o niepokojach w Starym Lesie.

 – A kiedy było tam spokojnie? – burknął krasnolud.

 – Niegdyś – odparła elfka. Nie dodała nic więcej.

 – Hm, możesz na nas liczyć, chłopie. Będzie jak kiedyś.

 – Oby nie aż tak – odparł Strażnik bez uśmiechu.

 

***

 

O Strażnikach Północy słów kilka.

 

Mroczne czasy zakończone przez Wojnę o Pierścień i upadek Nieprzyjaciela zmieniły kształt znanego nam świata. Na tron powrócił prawowity dziedzic, kończąc rządy namiestników. Wydawać się mogło, że będzie to również koniec Północy, jaką do tej pory znaliśmy. Pierwszy raz od prawie jedenastu stuleci nie tylko wydawali się niepotrzebni, ale też stracili swego przywódcę, gdyż dziedzic Isildura zasiadł na tronie Odrodzonego Królestwa. Rzeczywistość zaprzeczyła jednak oczekiwaniom. Strażnicy nie tylko nie ujawnili się i nie poświęcili uwagi – jak wielu się spodziewało – na odbudowie Północnego Królestwa. Niektórzy obawiali się, że ich napływ do Stolicy może zachwiać równowagę władzy, ale tam również nie pojawiło się ich zbyt wielu. Pozostali w ukryciu, a nawet usunęli się jeszcze bardziej w cień ze swymi zamierzeniami.

Powiadają, że po przybyciu Elessara do Gondoru znaczna część władzy została przekazana w ręce najwyższych rangą Dunedainów. Jako, że wódz pozostawał daleko, powołał Radę Siedmiu mającą od tej pory koordynować działania Strażników Północy. Dalej jednak pozostawał ich przywódcą, stąd między dworem a Północą nieprzerwanie krążyły meldunki. Jedną z bardziej wpływowych osób na dworze stał się Argheleb, przybysz z Północy, doradca Elessara, dzięki któremu przekazywał swe rozkazu Radzie.

Wielką zagadką pozostaje, na ile Król utrzymał pełnię kontroli nad Strażnikami, a na ile rozpoczęli oni swą własna politykę. O jego niesłabnącym wpływie świadczyć może głównie niesamowite oddanie Dunedainów z Północy przez wieki wiernych spadkobiercom Isildura, przez co ciężko sobie nawet wyobrazić, że mieliby wypowiedzieć posłuszeństwo Elessarowi, tym bardziej, że przez dekady walczyli u jego boku, ale też przeznaczanie na działania Strażników Północy ogromnych środków z królewskiego Skarbca. Co istotne – Strażnicy nikomu nie zwykli się tłumaczyć z wykorzystania przyznanych im funduszy i nie jest jasne, czy ktokolwiek poza Królem Elessarem znał ich faktyczne przeznaczenie.

Na dworze królewskim pozycja Strażników była przyjmowana z ogromnym dystansem, a często nawet ze strachem. Wszyscy obawiali się, że będą oni próbowali rozszerzyć swe wpływy kosztem dotychczasowych Elit, które przecież nie chciały utracić swej pozycji, szczególnie oczekując, że przed wszystkimi rozpościera się świetlana przyszłość w świecie bez Nieprzyjaciela.

Szczególnie źle przyjęta została część nowych praw ogłoszonych przez króla Elessara. Ustanawiały one jednolite szarże w całej armii Odnowionego Królestwa, ale również wyjęły w znacznym zakresie Strażników Północy spod jurysdykcji Stolicy. O ile jeszcze nie zyskali oni specjalnych praw na terenie dawnego Południowego Królestwa, o tyle na północy stali się prawie nietykalni. Z każdej próby ingerencji w ich działania wszyscy musieli się od tej pory tłumaczyć, a żołnierzy od rangi Kapitana w górę nikt nie mógł, bez zgody samego Króla lub jego przedstawiciela nawet tknąć. Krążą pogłoski, że stoliczny Sztab odpowiadający w Królestwie za działania szpiegów i agentów wpadł w szał i popłoch na wieść o tym. Jeszcze bardziej utrudniał współpracę fakt, że tylko część Strażników nie ukrywa swej przynależności i swych imion i są to głownie posiadacze niskich rang. Oficerowie wyższych szczebli znani są z imienia bardzo rzadko. Często natomiast okazywało się, że osoby o których nikt nigdy nie pomyślałby, że mogły kiedykolwiek trzymać w ręku miecz, okazywały się nie tylko Strażnikami, ale nawet oficerami. Wedle mniemania wielu historyków, to właśnie wtedy rozpoczął się wewnętrzny konflikt w armii Odnowionego Królestwa. Z jednej strony – Sztab Gondoru, posiadający ogromne możliwości, nie chciał ryzykować utraty wpływów na rozwój na Północy poteżęnego konkurenta o nieznanych nikomu celach. Z drugiej strony Strażnicy, jak wieść niesie, byli niechętni nie tylko współpracy z siłami Stolicy, ale mieli być nieprzychylnie nastawieni do Godnoru i Minas Tirith. Dla nich mieliśmy być dalekimi, skarlałymi kuzynami, którzy przemieszali swą krew z mniej godnymi ludami Śródziemia, którzy swą historię splamili bratobójstwem. Widzieli w nas potomków tych, którzy zdradzili zaufanie Arvedui przed wiekami, wreszcie tych, którzy swymi czynami pokazywali, że nie są godni spuścizny Numenoru. To tylko plotki, gdyż żaden z nich nigdy tego nie powiedział otwarcie, przy podniesionej pryłbicy, lecz zapewne jest w tym wiele prawdy. […]

 

Kroniki Odrodzonego Królestwa spisane ręką Kronikarza Królewskiego Targona w roku 120 Nowego Wieku, ostatnim panowania króla Elessara.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Można użyć HTML oraz <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>