Hobbici

rok 6 Cz. E. (1427 rachuby Shire)

W Shire zawsze ceniono wiedzę i mądrość sędziwych mieszkańców ale chyba żaden nie cieszył się taką uwagą jak Dziadunio Gamgee. Siedział, jak to miał w zwyczaju „Pod Zielonym Smokiem”. Dzisiejszy wieczór różnił się tym, że otaczało go grono wiwatujących hobbitów. Młodszy Gamgee został dzisiaj wybrany nowym burmistrzem Shire toteż nie było końca toastom za zdrowie zarówno ojca jak i syna. Powszechnie wierzono, że to dzięki dobremu wychowaniu Sam wyrósł na tak mądrego i światowego hobbita – a Hamfast Gamgee nie był w tym wypadku wyjątkiem. Zresztą Dziadunio był w swoim żywiole, przytaczając zasłyszane historie o wyczynach swojego syna. Publika chłonęła opowieści i pilnowała by staruszkowi nie brakowało w kuflu dobrego piwa. Specjalnie na tą okazję karczmarz otworzył beczułkę z dwudziestego drugiego roku – najlepsze jakie uwarzono w ostatnich czasach co do czego zgadzają się wszyscy hobbici. W miarę jak mijał wieczór a Dziadunio zdążył zachrypnąć od opowieści, tematy rozmów od wyborów nowego burmistrza kierowały się do innych historii i plotek. Ostatnio Shire obiegła zaskakująca wieść: król Elessar wydał edykt zakazujący ludziom wstępu do krainy hobbitów.

– Słyszałem – powiedział Tolman Cotton – że granice Shire mają być stale patrolowane przez Gondorczyków.
– Eee, niemożliwe – Carl, jego brat, pokręcił głową – przecież król jest pół świata stąd. Co będą jadły jego garnizony? Zapewne od nas zechcą żywności. Jak już mamy karmić straż to niech to będą hobbici.
– Zapomniałeś już co się działo osiem lat temu? – na te słowa Tolmana w karczmie na chwilę zapadła cisza. Wszyscy pamiętali.
– Pamiętam – odparł Carl – i pamiętam też, że hobbici umieli o siebie zadbać wtedy i umieją i teraz.

Na te słowa Dziadunio aż się podniósł ze swojego miejsca (przy czym zachwiał się lekko) i wzburzonym głosem oznajmił:

– Carlu Cottonie, nie mów źle o królu! Mój Sam jest mu bliskim przyjacielem i twierdzi, że to człowiek tak dobry jak tylko się da wśród Dużych Ludzi. Na pewno nie życzy nam źle. – to powiedziawszy dopił piwo i założył swój stary kapelusz. Przed wyjściem dodał jeszcze:
– A gdyby miało się coś pogorszyć, mamy w końcu nowego burmistrza który sobie z tym poradzi!

Jego wyjściu akompaniowały wiwaty, okrzyki i krzywe spojrzenie Carla Cottona.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Można użyć HTML oraz <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>