Fornost 2017!
Pora potwierdzić informacje na temat nadchodzącej edycji Fornostu!
 
Fornost „Władca Północy” odbędzie się w dniach 29 lipca – 6 sierpnia w miejscowości Łutowiec na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
 
 
Czekamy na Wasze propozycje larpów, gier terenowych, konkursów, turniejów, czy warsztatów. Jednocześnie zachęcamy do kontaktu, jeśli potrzebujecie jakiejś rady lub pomocy w tworzeniu swojego punktu programu.
 
Termin nadsyłania zgłoszeń mija 30 kwietnia.
Pierwszy raz na Fornoście z perspektywy nieśmiałej introwertyczki

 

julia

Jak zacząć grać w larpy? Większość osób trafia do nas przypadkiem. Przyjeżdżają ze znajomymi, mają jakieś doświadczenia z klasycznym RPG, chcą spróbować czegoś nowego. Szczególnie trudne jest to dla osób, które na konwencie nie znają nikogo, albo prawie nikogo. W tym roku po raz pierwszy przyjechała do nas Julia, która miała w zasadzie żadne doświadczenie z larpami, a w dodatku sama przyznaje, że bliżej jej do stereotypowej introwertyczki, którą stresuje wchodzenie w nowe środowisko. Jak sobie poradziła? Przeczytajcie sami, bo podzieliła się z nami swoimi wrażeniami z pierwszego konwentu. Lektura szczególnie polecana osobom nieśmiałym i obawiającym się, że sobie „nie poradzą”.


Larpy były dla mnie czymś nowym. Może nie zupełnie nieznanym, lecz w dużej mierze nowym w kwestii uczestnictwa. Wielokrotnie namawiana na udział w Fornoście, w końcu dałam skusić się obietnicom doskonałej zabawy, nowych doświadczeń i szansą na zawarcie ciekawych znajomości. Co może być w tym trudnego, pomyślałam, tyle lat już grywam w papierowe RPG, na pewno jakoś się wkręcę. Przecież to takie RPG z tą różnicą, że na żywo. Wtedy nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo się pomyliłam…

Na Fornost przyjechałam znając trzy osoby, trzecią zapoznaną w czasie podróży. Pierwsze dni imprezy spędziłam więc w miarę możliwości w ich towarzystwie, tkwiąc w swoim comfort zone, grywając w gry planszowe (których wybór był iście miodny) i wypoczywając przy książce gdzieś pod drzewkiem. Sielanka pełną gębą. Z boku przysłuchiwałam się rozmowom przyszłych larpowych współgraczy, zadawałam pytania o to jak właściwie wygląda rozgrywka. Z czasem jak dostawałam coraz to bardziej wyczerpujące odpowiedzi, serce powolutku podchodziło mi do gardła, stres narastał. Zaczynałam się zwyczajnie w świecie bać. Wszyscy byli tak doświadczeni, tak pewni siebie, byli tu już wielokrotnie, zagrali dziesiątki larpów. Nie ma mowy, przeszło mi przez myśl, nie wyjdę na grę, ośmieszę się, walnę tyle gaf, że wstyd będzie wyjść z namiotu. Nie znam dobrze świata, w którym mam zagrać. Nie miałam nawet odpowiednich strojów. Mój stres stał się widoczny. Podzieliłam się swoimi obawami z jednym uczestników i po krótkiej, dodającej odwagi rozmowie, ruszyłam do mistrza gry po swoją kartę postaci. Larp nosił nazwę „W cieniu Promienia” i był osadzony w świecie podobnym do westernu. W miarę czytania otrzymanej karty znów zaczynałam mieć wątpliwości. Odegram? Wykonam zadania? Kto jest kim? Z kim rozmawiać? Kogo unikać? Czy mogę usiąść sobie w kąciku i obserwować rozwój wydarzeń? A co jeśli ktoś coś będzie ode mnie chciał? Co wtedy powiedzieć? Co mogę, a czego nie mogę? Muszę założyć kieckę?!

28320388734_727b614cd5_o

Stchórzyłam. Oddałam kartę. Zwiałam.

Przez następne godziny obserwowałam jak wszyscy szykują się do wyjścia w teren, przebierają się, dyskutują z innymi, którzy mają wspólne interesy z ich postaciami. Przewracałam kolejne strony książki zerkając z ukosa na mistrza gry, czy aby nie będzie próbował mnie wciągnąć raz jeszcze. Odetchnęłam z ulgą, że nic takiego się nie stało, że uszanował moją decyzję. Jednak gdy gracze opuszczali obozowisko, poczułam, że chyba jednak tracę okazję do dobrej zabawy. Ogółem, że coś umyka mi sprzed nosa i to tylko dlatego, że zabrakło mi odrobiny śmiałości, że sparaliżował strach przed czymś jeszcze nieznanym. To coś jak ten pierwszy raz, kiedy mama prosi dziecko o pójście do sklepu po ziemniaki do zupy, daje drobniaki i dodaje, że za resztę możemy kupić sobie chrupki z Pokemonami. A my rezygnujemy, bo przecież pani w sklepie jest taka straszna i zadaje trudne pytania z rodzaju „a ile tych ziemniaczków, skarbie?”. Irracjonalny strach. Irracjonalny to dobre słowo. Bliska mi osoba zwykła mawiać „dwójki ci za to przecież nie postawią” i to wspomnienie znów zachęciło mnie do spróbowania. Było już jednak za późno, uczestnicy larpa zniknęli. Westchnęłam więc ciężko i wróciłam do lektury. Postanowiłam, że spróbuję następnym razem.

Nie poczytałam długo, książkę zasłonił cień. Właściciel cienia wyglądał na zdesperowanego. Brakuje nam jednej osoby do survivalowego larpa, powiedział, nie daj się prosić. Chodź, będzie fajnie. Zapytałam „ale…co właściwie będziemy robić?”. Usłyszałam odpowiedź: poganiamy się po lesie, rozpalimy ognisko, zbudujemy szałas, takie przyjemne rzeczy. Zastanowiłam się. Brzmi łatwo, bez odgrywania, bez trudnych zadań, bez mechaniki, tylko zabawa. Zgodziłam się. Wyjdę z comfort zone powoli, stopniowo, pomyślałam.

Nic bardziej mylnego.

Szybko okazało się, że larp ten był przykrywką i w pewnym momencie płynnie złączył się z równoległym larpem „W cieniu Promienia”. Co więcej, tylko ja o tym nie wiedziałam.

Zaklęłam pod nosem.

Byłam tak zaskoczona rozwojem wydarzeń, że nie miałam czasu myśleć o tym czy gram dobrze. Od czasu do czasu spoglądałam z udawanym wyrzutem na tego, który mnie w to wpakował, i, nie wchodząc w szczegóły całej gry, sprawnie wykonałam swoje zadanie. Podczas gry pozostali gracze sami garnęli się do rozmowy w nadziei, że posiadam użyteczną wiedzę, i zupełnie nie miało znaczenia to, że gram po raz pierwszy. Bo właściwie dlaczego miałoby mieć? Mimo, że nie znałam mechaniki walki (a taka istniała podczas gry), nie była ona w moim przypadku potrzebna. No i…nie miałam jak poznać mechaniki, nie byłam obecna na briefingu mechanicznym, w końcu nie wiedziałam nawet co mnie czeka. Bawiłam się świetnie, całkowicie zapominając o wcześniejszym stresie.

Kolejne dni mijały jeszcze przyjemniej. Dzięki pierwszemu larpowi nieśmiałość wobec nowych osób zniknęła, wszyscy byli bardzo rozmowni, weseli, pomocni i cierpliwi wobec mnie, całkiem niedoświadczonej osoby. Zanim przyszedł czas na Grę Główną, największą atrakcję Fornostu, po drodze zagrałam jeszcze w dwóch, prostych larpach. Akcja jednego toczyła się na arenie dla gladiatorów, gdzie wcieliłam się w hazardzistkę i zbiłam całkiem niezłą fortunę. Drugi natomiast był larpem politycznym, całkiem zamkniętym w jednym pomieszczeniu, gdzie odbywały się obrady. Tamtego dnia zdałam sobie sprawę, że w kwestii tego typu zabaw zdecydowanie wolę grać w terenie, jako człowiek czynu, nie słowa. Dla wszystkich początkujących mam więc radę: należy spróbować każdego rodzaju rozgrywki aby dowiedzieć się jaki odpowiada nam najbardziej.
28312166244_3fd18d31f0_o
Przejdźmy teraz do Gry Głównej.

Swoją kartę postaci dostałam na długo przez Fornostem, dzięki czemu mogłam przeczytać ją setki razy, upewnić się czy wszystko dobrze rozumiem, jak również zasypać pytaniami swojego cierpliwego Mistrza Gry. Gdy wreszcie wszystko było jasne, przyszedł czas na poznanie mojej przyszłej drużyny. W tym celu dodano mnie do niewielkiej grupy na facebooku, gdzie wspólnie dogadywaliśmy szczegóły dotyczące naszych postaci, znaki rozpoznawcze frakcji, sposób postępowania i taktykę. Już wtedy wiedziałam, że Gra Główna jest na znacznie większą skalę niż inne larpy, o których słyszałam gdzieniegdzie, nie byłam więc aż tak zaskoczona. Schody pojawiły się dopiero gdy przyszło tworzyć kartę postaci, rozdawać punkty umiejętności. Choć przeczytałam mechanikę od dechy do dechy po kilka razy, nie byłam zdecydowana na co wydać moją niedużą liczbę punktów umiejętności. Co jest potrzebne? Z czego skorzystam? Co przyda się naszej drużynie, czego nam brakuje? Muszę przecież coś do ekipy wnieść, jakąś przydatną umiejętność, magiczny przedmiot. Byłam zdeterminowana, by stworzyć postać wartościową ze względu na to, że moja drużyna to doświadczeni, wieloletni gracze. W związku z tym, mimo bycia kompletnym żółtodziobem, chciałam zabłysnąć i nie zadawać zbyt wielu pytań. Jak się później okazało, popełniłam totalną głupotę i dopiero gdy zorientowałam się, że niewiele wyciągam z rozmowy, zasypałam swoją drużynę mnóstwem pytań. Dowiedziałam się jakie wybrać umiejętności, co może się przydać zarówno mi jak i drużynie oraz jak z nich w praktyce korzystać. Po zbudowaniu postaci ustaliliśmy pobieżnie relacje, a całą resztę dogadaliśmy już na Fornoście z dala od uszu potencjalnie ciekawskich współgraczy.

Dzień przed Grą Główną należało zbudować lokacje na terenie Gry, w lesie. Część obozowisk miała status tajnych, w tym nasza. Ukryliśmy ją więc na tyle, aby nie rzucała się w oczy z głównego szlaku, ale jednocześnie dotarcie do niej nie było wyjątkowo utrudnione. Sam pomysł budowania lokacji bardzo pozytywnie wpływa na wczucie się w przyszłą rolę, a brak jakichkolwiek współczesnych gadżetów nie psuje klimatu. Dwie największe, stałe lokacje, wioska oraz fort, zrobiły na mnie duże wrażenie. Wiele pracy zostało włożone w zbudowanie tak dużych drewnianych konstrukcji. Co więcej, konstrukcje te są co roku udoskonalane.

Pierwszego dnia grę rozpoczynaliśmy w naszym ukrytym obozie. Moja drużyna testowała i dopracowywała taktykę walki, natomiast ja… czekałam. Czekałam na kawałku pnia, niespokojna choć podekscytowana. Miałam już dwa larpy za sobą, mimo to wciąż nie byłam pewna co i jak właściwie powinnam robić podczas większej gry. Czy może udać się gdzieś samotnie i spróbować wykonać swoje zadania, czy może trzymać się swojej drużyny mimo, że fabularnie byliśmy luźno związani? Kiedy dostaliśmy sygnał rozpoczęcia gry, wyszliśmy w teren…
28898773426_19659d1ecf_o
Opisywanie całego przebiegu Gry i moich emocji z nią związanych zajęłoby pokaźne kilka kolejnych stron, dlatego postaram się skupić na tym co najważniejsze.

Z początku czułam się zagubiona. Wiele postaci znało się z poprzednich edycji Gry Głównej, miało wspólne interesy, wiedziało gdzie się kierować w konkretnej sprawie. Zastanawiałam się czy tylko ja stale myślę o swoim zadaniu, czy rozmowy mojej drużyny też do czegoś prowadzą, czy może są tylko elementem odgrywania postaci, wczuwania się w klimat. Milczałam i myślałam. W kółko i wciąż. Obserwowałam co się dzieje, analizowałam (i podziwiałam stroje graczy, a niektóre były boskie, dopracowane co do najmniejszego elementu). I te natrętne myśli prawie popsuły mi całą zabawę. Zamiast spróbować poczuć się jak moja postać, wciąż byłam tym żółtodziobem, który rozmyślał tylko o swoim zadaniu, o mechanice i o czym do czorta tak rozmawia moja drużyna. Czy ja też powinnam? Przecież tak to powinno chyba właśnie wyglądać – poszukiwanie wskazówek wśród innych graczy. Zanim jednak zdążyłam zrealizować swój plan, fabuła ruszyła do przodu, zaczęliśmy rozwiązywać zadania, tym razem jako cała drużyna. I dzięki Bogu, bo dopiero wtedy przestałam się spinać o swoje własne zadanie. Jeszcze je zrobię, pomyślałam, jutro też jest dzień. Nasze zadania były przyjemne, a sam fakt, że w końcu pojawił się jasno wytyczony cel i droga ku niemu, sprawiła, że to właśnie na tym teraz skupiłam swoje myśli. Graliśmy aż zastała nas noc. Przy świetle lamp wykonaliśmy zadanie, które zakończyło się potyczką między drużynami. A nasza, po zwycięskiej walce, czmychnęła do lasu.

I tak zakończył się pierwszy dzień Gry Głównej.

Dnia drugiego już wiedziałam co chcę zrobić i jak należy to zrobić. Pierwszego dnia zdobyłam całkiem sporo informacji, zaaklimatyzowałam się i cały stres i napięcie zniknęły. Szybko znalazłam osobę, która (w moim mniemaniu) miała mi pomóc wykonać zadanie. Niedługo potem znalazł mnie inny gracz, któremu to tym razem ja pomogłam wykonać jego zadanie. To czy podjęłam dobre decyzje… cóż, pozostawiam w rękach Mistrzów Gry. Ważne, że próbowałam!28645072290_2fa898421f_o

Po jakimś czasie nadszedł czas na kulminacyjne momenty gry, sprzeczne interesy wielu drużyn niechybnie prowadziły do konfrontacji. Po kilku potyczkach nastąpiło dość niestabilne, polityczne pojednanie. Wszystko obserwowałam z boku, ciesząc się w duchu z zabawy, na twarzy mając jednak grymas niezadowolenia adekwatny do zaistniałej sytuacji i obecnych postaci. I choć nie wykazałam się walce czy w dyplomacji, udowodniłam sama przed sobą, że strach przed tym wszystkim był absolutnie zbędny, a tylko odbierał mi sporą część przyjemności z gry. Nauczyłam się wiele, głównie na swoich własnych błędach (szczególnie w kwestii zaufania względem pewnych frakcji…) i to też można uznać za duży plus. Wiem już, że aby dobrze się bawić, wcale nie trzeba ślepo dążyć do wykonania swojego zadania, ponieważ podczas Gry czeka na graczy całe mnóstwo innych przygód do przeżycia i zadań pobocznych. Najfajniejsza część gry to klimat jaki jej towarzyszył. Przygoda moja i mojej zacnej drużyny zakończyła się w sposób słodko-gorzki. Część zadań została wykonana, choć nie obyło się bez poświeceń. Zaangażowałam się emocjonalnie w los swojej drużyny, do dziś zdarza mi się o tym czasem rozmyślać.

Podczas spotkania po Grze zaprezentowano wszystkim graczom podsumowanie rozegranej historii. Czułam się zaszczycona, że nawet jedna z decyzji jakie podjęłam została wspomniana. To dowód na to, że nawet takie szaraki, mają swój wkład w rozwój wydarzeń jeśli tylko zechcą. Nie muszą mieć ani cudownych strojów ani umiejętności na najwyższych poziomach. Jedyne czego potrzeba to zaangażowanie i chęci, pokonanie własnych barier. Pozostałą część wieczoru spędziliśmy przy ognisku, piekąc kiełbaski, rozmawiając i śpiewając.

Pożegnania są często najsmutniejszą częścią takich imprez. Sama byłam zdziwiona jak bardzo szybko przywiązałam się do wielu osób, że wystarczył tylko tydzień by pomyśleć „za rok tu wrócę, by znów spotkać tych samych, cudownych ludzi”. Nie sposób nie polubić grupy tak otwartej i przyjaznej. Zaangażowanie i pasja jaką organizatorzy wkładają w stworzenie świetnej imprezy jest naprawdę niesamowita.

Na zakończenie powiem tak: rośnij Fornoście. Rośnij duży i silny, a na pewno uszczęśliwisz całą masę osób takich jak ja, żółtodziobów szukających sposobu na wypoczynek, nowych przygód i przyjaźni. Już nie mogę doczekać się gdy znowu o poranku, jeszcze zwinięta w kłębek w ciepłym śpiworze, usłyszę z megafonu wesołe „dzień dobry Fornoście!”.

Fornostowe nagrody

Otrzymałeś na Fornoście nagrodę, która miała zostać wykonana specjalnie dla Ciebie? W takim razie prosimy o pilny kontakt. „Bony” na nagrody będą realizowane tylko do końca miesiąca, czyli jeszcze przez dwa dni! Tak, odpisujemy w weekendy 🙂

Po Fornoście…

Znów wkroczyliśmy w te 357 dni roku, które nie są Fornostem. Na poprawę humoru ogłaszamy, że wrzuciliśmy wszystkie tegoroczne zdjęcia na flickra. W przyszłości na pewno opublikujemy jeszcze materiały wideo. Jeśli jesteś fotografem i masz zdjęcia, których nie ma w Fornostowej galerii (nie tylko tegoroczne), napisz do nas prywatną wiadomość. Link do tegorocznej galerii.

Przypominamy również, że wciąż otwarta jest ankieta oceniająca tegoroczne punkty programu: https://goo.gl/forms/fZxYC2Y2JPRoz9dF3
Bardzo zależy nam na tym, aby każdy uczestnik się wypowiedział!

Fornostowe koszulki i gadżety

Fornostowicze! W tym roku przygotowaliśmy dla was wyjątkowo fajną ofertę fornostową – będą tradycyjnie koszulki, ale pojawiają się też torby, plecaki i kieliszki 🙂 Poniżej znajdziecie zdjęcia dostępnych produktów, pod nimi – rozmiarówkę i dostępne kolory. Swoje zamówienia wysyłajcie na maila sophie.gosia@gmail.com, z informacją o rodzaju zamawianej rzeczy (skopiujcie całą nazwę produktu), rozmiarze i kolorze. Ostateczny termin zamówień to wtorek 12 lipca, zamówienie w późniejszym terminie nie będzie możliwe! Płatność na konwencie, podczas akredytacji.

 

Przykładowa koszulka:

2016 koszulki

Przykładowa torba:

2016 torby


Dostępne gadżety i ubrania:


 

13621331_10206205030154114_550490354_o

SONY DSC

Kieliszek na smyczce z logo Fornostu – 15zł


698_28_322_m-2016_01.jpg_l 698_28_322_f-2016_02.jpg_l

Worek bawełniany – 30zł

1 torby


601_57_400_m-2015_02.jpg_l

Torba bawełniana Beech – 20zł

2 plecaki


675_30_001

Torba Vintage Canvas Satchel – 100zł

5 torby


601_30_001Torba na ramię Desert Canvas – 90zł

torbaczarna


024_30_001

Torba Vintage Canvas iPad™/Tablet Reporter – 75zł

torbaczarna


 

121_42_001

Damski Tank Top Classic – 35zł

Dostępne rozmiary: XS, S, M, L, XL

Kolory:

damskie 1 topy


192_42_001

Koszulka damska Crew Neck – 35zł

Dostępne rozmiary: XS, S, M, L, XL

Kolory:

damskie 1 topy


132_06_001Podkoszulek damski v-neck – 40zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory: czarny


 

184_08_001

Damska koszulka Tri-Blend V-Neck Tee – 40zł

Dostępne rozmiary: XS, S, M, L, XL, XXL

Kolory: damskie 4 v neck


149_06_133_m-2016_01.jpg_l

Podkoszulek Flowy Draped Sleeve Dolman – 50zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL

Kolory:

damskie 5 luźna


187_48_126_m-2016_02.jpg_l

Damska bluzka Loose Fit Hooded T – 65zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL

Kolory: czarna


292_08_200_m-2015_01.jpg_l

Damska bluza klasyczna French Terry – 55zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:damskie 8 bluza


282_09_400_m-2016_01.jpg_l

Damska bluza z kapturem, na zamek – 65zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:

damskie 7 bluza


249_52_600_m-2015_01.jpg_l

Damska bluza z kapturem – 75zł

Dostępne rozmiary: XS, S, M, L, XL, XXL

Kolory:

damskie 6 bluza


180_01_001

Heavy Cotton T – 30zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL, XXXL

Kolory:

meskie 1


156_05_001

Dopasowany t-shirt Koszulka Morgan Crew Neck – 35zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:

meskie 2


110_09_001Podkoszulek Premium V-neck – 30zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:

meskie 3


718_00_001

Koszula z podwijanymi rękawami (długie rękawy) – 100zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL, XXXL, XXXXL

Kolory:

meskie 7


201_01_001

Lekka bluza Zip Neck – 65zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:

meskie 6


293_09_001Bluza Heavyweight z kapturem, na zamek – 75zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:

meskie 5


212_01_001

Lekka bluza z kapturem – 55zł

Dostępne rozmiary: S, M, L, XL, XXL

Kolory:

meskie 4

Opowiadanie wprowadzające w klimat Gry Głównej

Do Fornostu już niecały miesiąc! Nadszedł więc najwyższy czas, by zacząć powoli szykować się do wyjazdu, a zwłaszcza konwentowych larpów – na czele z tym największym, czyli Grą Główną.

W ostatnich tygodniach publikowaliśmy artykuły mające pomoć Wam ze strojami, natomiast dziś mamy dla Was coś z nieco innej beczki – trzyczęściowe opowiadanie autorstwa Wojciecha „Pandy” Łandy (głównego Mistrza Gry na GG), dzięki któremu łatwo wejdziecie w klimat IV Ery Śródziemia w fornostowej wersji:

> Tekst znajdziecie pod tym adresem <

Miłej lektury! 😉

Jak zrobić brodę krasnoluda?

Zdecydowaliście, że chcecie grać krasnoludem. Czujecie w serduszku, że złoto i piwo to dokładnie to. I nieważne, że macie prawie 2 metry wzrostu. W duszy jesteście krasnoludem i już! Tylko tak jakby…owłosienie nie chce współpracować. Albo, co gorsza ( 😉 ), jesteście kobietą. Ale to nic! Bo na ratunek przychodzi bardzo szybki tutorial, który nauczy was, jak zrobić brodę krasnoluda w jeden wieczór.Zrzut ekranu 2016-06-27 15.56.19

Przetestowaliśmy to i mamy kilka podpowiedzi! Po pierwsze – wybierzcie bardzo puchatą, grubszą włóczkę, której motek będzie bardzo lekki. Pamiętajcie, że to wszystko musi się utrzymać na waszych uszach. Po drugie – wybierzcie włóczkę zbliżoną jak najbardziej kolorem do waszych włosów, wtedy efekt jest dużo lepszy. Ja zrobiłam brodę z włóczki, którą kupiłam w szmateksie na wagę, za kilka złotych. Przypadkiem kolor jest całkiem zbliżony do moich włosów, więc efekt wyszedł nawet lepszy, niż u autorki tutorialu. Zdjęcie na końcu! 🙂

Wpis i zdjęcia pochodzą stąd: http://www.instructables.com/id/Dwarven-yarn-beard/

F3BNM4II1I23CAC.MEDIUMBędziecie potrzebowali dwóch motków wełny, pasującej kolorystycznie nici, igły, nożyczek i taśmy mierniczej. Wełnę należy pociąć następująco:

Na podstawę: 3 kawałków, które mają 90cm

Na główną część brody: 80 kawałków, które mają 90cm

Na warkocz brody: 40 kawałków, które mają 140cm (ja użyłam mniej, bo nie starczyło mi włóczki)

Na wąsy: 20 kawałków, które mają 140cm

Żeby ułatwić sobie życie najlepiej ciąć kawałki z pomocą drugiej osoby. Jeżeli potrzebujemy np. 20 kawałków po 140cm, to prosimy drugą osobę, żeby w rękach rozciągnęła taśmę mierniczą na 140cm. Następnie na jej ręce nawijamy 10 razy włóczkę i całość przecinamy na obu końcach, uzyskując 20 kawałków. Trzeba uważać, żeby nie napinać przy tym za bardzo włóczki, bo później się skurczy.

 

 

 

 

Zaczynamy!

1. Baza

Potrzebujemy 3 kawałki po 90cm. Zawiązujemy je na supeł z jednej strony i zaplatamy z nich dość ciasny warkocz. Zawiązujemy na supeł z  drugiej strony.

F9HH7DWI1I23CVK.MEDIUMFHMFJR4I1I23CVJ.MEDIUM

2. Pasek na brodę

Powstały warkocz zaplatamy za jednym uchem w pętelkę. Nie może być zbyt ciasny ani za luźny. Za pomocą igły i nitki zszywamy pętelkę. Następnie robimy drugą, na drugie ucho. Pasek powinien przebiegać tak, jak na zdjęciu poniżej. Zostanie nam dużo warkocza – tak ma być. Nadmiar odcinamy, wcześniej zawiązując supełek, tak, żeby po rozcięciu nam się nie rozplątało.F0ZJYEJI1I23CZB.MEDIUM

FM1LETII1I23CZ8.MEDIUMF0ZJYEJI1I23CZB.MEDIUM

3. Pasek na wąsy

Przyłóż pozostałą część warkocza tak, żeby utworzyć sznureczek na wąsy. Przyszyj go tam, gdzie trzeba. Nic skomplikowanego. 🙂

FXL0O26I1I23D8I.MEDIUMFB8MQZ4I1I23D8K.MEDIUMF7920WTI1I23D8H.MEDIUM

4. Wąsy, część pierwsza

Włóczkę na wąsy (20 kawałków po 140cm) w połowie przewiąż nicią. Przywiąż je do środka paska na wąsy. Następnie sprawdź, gdzie mniej-więcej wypada koniec wąsów na pasku i zwiąż wąsy drugi raz, tam, gdzie ma kończyć się „pęk” wąsa – poniżej będą opadać jako warkocz. Przywiąż lub przyszyj wąsy do paska na wąsy.

FQEPAEGI1I23POV.MEDIUM

FQAP97DI1I23VT3.MEDIUM

5. Wąsy, część druga

Zapleć opadające części wąsów w warkocze i zwiąż je nitką lub włóczką. Przymierz zaczątki brody i sprawdź, czy wszystko gra. Posmyraj się po wąsie czując się wybitnie elegancko.

FCZJDWGI1I241YC.MEDIUM FGO6GLXI1I2429R.MEDIUM

6. Broda właściwa.

Zaczynamy zaplatać brodę właściwą. Zaczynamy od kawałków 90cm, powinniśmy ich mieć 120. Składamy je w pół, jednorazowo bierzemy 2 lub 3 sztuki. Następnie przekładamy włóczkę pod spodem paska, przekładamy końcówki przez utworzoną pętelkę i zaciągamy, aż zaciśnie się na pasku. Wszystko jest ładnie pokazane na powyższych zdjęciach. Najlepiej zacząć od części przy uszach, która jest najmniej widoczna 🙂 Wszystkie pętelki zaciągamy w ten sam sposób, żeby supełki wypadały od spodu. Zaplatamy taką samą ilość z prawej i z lewej strony, żeby było symetrycznie. Ja przy uszach dałam 3x (po 3 sztuki), a później symetrycznie układałam brodę w środku – zaplotłam najpierw jeden pęk na środku, a później raz po prawej, raz po lewej. „włosy” można dość wygodnie przesuwać.

FSFY9ATI1IQA9FI.MEDIUM

Autorka tutorialu użyła 8 pęczków po 2 kawałki włóczki. Efekt powinien być taki:

FONDRDZI1IQAE5N.MEDIUM F24AHB9I1IQAE43.MEDIUM7. Broda właściwa, część środkowa

Następnie w ten sam sposób zużywamy resztę włóczki, w środkowej części brody. Najlepiej zacząć od środka i przesuwać się na boki.

FDJJ9DLI1IQAG54.MEDIUM FS5OFYUI1FQA62F.MEDIUM

8. Opadająca broda

Zorientujemy się w pewnym momencie, że ciężar włóczki „ciągnie” w dół nasz warkocz, który trochę się rozciągnął od nawlekania na niego fragmentów brody. Należy to naprawić zszywając nadmiar warkocza. Ściskamy więc kawałek warkocza z prawej i z lewej i zszywamy razem, tak, żeby zrobić brodzie lifting. Powstanie nam zgrubienie, które zakrywamy kolejną porcją włóczki.

FS5OFYUI1FQA62F.MEDIUM FEIPW0YI1FQA61C.MEDIUM FXZ0M05I1FQA63Q.MEDIUM9. Doplatanie materiału na warkocz

Broda powinna być już wypełniona w całości. Zostało nam jeszcze 40 kawałków po 140cm. Wplatamy je w środkową część brody, zostawiając trochę odstępu od krawędzi. Najlepiej delikatnie rozsunąć zaplecione już kępki i pomiędzy nie wplatać te dłuższe. Tak robimy ze wszystkimi. Ja miałam mniej długich kawałków, ale jeżeli faktycznie macie ich 40, to możecie użyć 4 kawałków na kępkę zamiast 3. Efekt powinien być taki, kolejno przód i tył:

 

F5N4MP3I1FQABQ2.MEDIUM FKL96SSI1FQABQ3.MEDIUM

Warkocz splatamy z tych dłuższych kawałków z przodu, zawiązując go na końcu włóczką.

FB8VEVMI1FQABW2.MEDIUM F0CD1QFI1FQABWB.MEDIUM10. Przycinanie

Na końcu naszą brodę układamy na płasko (lub najlepiej na kimś) i przycinamy, jeżeli chcemy osiągnąć konkretny kształt. Przycinamy też końcówki warkoczy. Ja moją zostawiłam nieprzyciętą, kawałki wełny trochę różnią się długością i nadaje jej to fajny, postrzępiony wygląd.

FEY5MEEI1FQAF0E.MEDIUM F8FEA6SI1FQAF0K.MEDIUM

 

A to efekt, który ja osiągnęłam dzięki temu tutorialowi 🙂 na zdjęciu akurat środkowa część nie jest zapleciona w warkocz. Żadna z części instruktażu nie sprawiła mi trudności, więc całość nie zajęła mi więcej niż 2.5h. Gdybyście mieli jakieś problemy lub wątpliwości – piszcie w komentarzach!

13533021_1468547403171331_7246204038427503515_n