“Stary Las” – wstępniak cz.2

Fred zamarł przerażony. Pocięte szczapy wypadły z jego zdrętwiałych nagle rąk. Po chwili hobbit zaczął się trząść wpatrzony z przerażeniem w istotę stojącą przed nim. Z karczmy wybiegli pozostali pracownicy i goście, ale zatrzymali się w pół kroku zaraz za drzwiami wpatrując w rozgrywającą się przed nimi scenę. Nagle powietrze rozdarł wyrażający nieopisane cierpienie, nieporównywalny z żadnym innym dźwiękiem jęk. Ent uniósł potężne dłonie kontynuując żałobny zaśpiew. Po chwili opuścił je i odepchnął przerażonego hobbita, który uderzył w stojące obok drzewo i padł nieprzytomny na ziemię. Ent z zaskakującą dla tak potężnej istoty delikatnością uniósł z ziemi upuszczone przez hobbita drwa, podniósł się i zaczął delikatnie głaskać trzymane kawałki drewna, na których skupiała się teraz cała jego uwaga. Stojący przed karczmą ludzie i hobbici nie rozumieli zaśpiewu enta, jednak czuli bijący z niego smutek, ból, ale i rodzicielską wręcz czułość. Wciąż trzymając szczapy ent podszedł po chwili do karczmy i zaczął, wydając z siebie wciąż te same dźwięki gładzić delikatnie ciężkie bale, z których zbudowano budynek. Nagle poderwał się, zakrzyknął innym, przerażającym tym razem głosem i porzuciwszy drwa oddalił się szybkim krokiem przed siebie. Obserwatorzy po chwili otrząsnęli się i wnieśli do środka Freda, którego udało się wreszcie ocucić. Obecni w zajeździe zasiedli w milczeniu przy szybko opróżniających się kuflach, czuć było bijące od nich przerażenie. Jedynie Tiana, właścicielka przybytku poszła szybkim, ale spokojnym krokiem na piętro, gdzie odwiedziła zajmowaną przez specjalnego gościa izbę.
-Widziałeś?
-Widziałem i słyszałem. W zasadzie można by się tego spodziewać, ale… to co się stało potem było dziwne. Bardzo dziwne…
-Co zamierzasz?
-Ruszam do Fornostu, Namiestnik i Rada muszą się dowiedzieć. Ent nigdy nie będzie idealnym sąsiadem okolicy, w której wszystko buduje się z drewna, a szalony… – strażnik zamilkł na chwilę oparłszy czoło na dłoni. Po chwili podniósł głowę i spojrzał karczmarce w oczy – Tiano, ani ty ani my nie mamy wiedzy i umiejętności do zapanowania nad tą sytuacją. Nawet namiestnik może ich nie mieć…
-Więc kto? Elfowie?
-Na pewno warto się do nich zwrócić. W Lórien chyba nie stało już nikogo, kto by nam pomógł, ale może Thranduil… Zastanawiam się, czy ów mag z Lond Daer mógłby też coś poradzić. Zresztą, wieści o encie rozchodzą się już po całym Arnorze. Myślę, że powinnaś przyszykować wiele izb na przybycie gości. Naprawdę licznych gości.